Zły glina i gorszy

Dawno, dawno temu do człowieka w niebieskim mundurze mówiono „panie władzo”. Gdy dorosłam, zaczęło mnie to dziwić, a później irytować. Jaka znowu władzo, myślałam, przecież to jest służba! Zapytałam więc kiedyś szefa powiatowej komendy, gdy wygłaszał pogadankę na lekcji wychowania obywatelskiego: Czy nie powinno się zwracać do milicjanta „panie służbo”? Zadziorna byłam i miałam skłonności do szukania guza. No, ale to były inne czasy, inna służba, inna władza.

Raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie pragnie powrotu tamtego ustroju, w którym milicja mieniła się władzą (a ściślej: uzbrojoną ręką jakiegoś genseka*, który wszak osobiście dłoni swych nie kalał przemocą). Inne czasy, inna służba, inne też nasze wobec tej służby oczekiwania.

Dziś policjant, zanim uzyska przewagę wynikającą z uzbrojenia, wyszkolenia i prawa do stosowania środków przymusu, ślubuje uroczyście, że będzie „strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia”. (Nie ma w tekście ślubowania ani słówka o tym, że są jakieś kategorie obywateli wyłączone spod tej troskliwej opieki. Na przykład menele, młodzi awanturnicy czy stare babcie kradnące ogórki w marketach.)
Dalej padają słowa: „Ślubuję strzec tajemnic związanych ze służbą, honoru, godności i dobrego imienia służby oraz przestrzegać zasad etyki zawodowej.”  Wierzę, że ktoś, kto składa takie przyrzeczenie, ma w tej uroczystej chwili szczery zamiar danego społeczeństwu słowa dotrzymać. Problem w tym, że uroczysta chwila mija i trzeba przestać gadać, a zacząć wykonywać.

Z pewnością większość policjantów używa w pracy etycznej busoli, ale ten felieton jest nie o nich. Jest o tym, że  „zły glina” istnieje nie tylko w amerykańskich serialach. Nawet się specjalnie nie ukrywa, pewnie czuje się bezkarny.

Właśnie obejrzałam w internecie kilkuminutowy film. Bez tytułu i bez dźwięku. Nagrany w obskurnej scenerii zaplecza sklepu. Miejsce akcji: Wrocław. Zarejestrowane zdarzenia miały miejsce w 2015 roku. Gatunek filmu: dreszczowiec. Osoby dramatu: złoczyńca, zły glina i glina jeszcze gorszy.

Na filmie widzimy staruszkę siedzącą na krześle. To właśnie ona jest złoczyńcą. Wiemy, że ma na imię Bronisława. Siedzi spokojnie i pogryza jabłko. Może kradzione, przyłapano ją przecież na kradzieży sklepowej i wyprowadzono na zaplecze, gdzie pilnuje jej pracownik ochrony. Z odsieczą przybywa policja: do akcji wkracza dwoje funkcjonariuszy.
Nagle zaskoczenie: nasz zły glina to ładna blond pani w mundurze. Pani odkłada na stolik przyniesione papiery, po czym powoli, metodycznie naciąga na dłonie niebieskie chirurgiczne rękawiczki. Żeby nie zabrudzić rąk? W tym miejscu widzowi powinno się zrobić nieswojo.

Dalej mamy szybką akcję: ładna pani w rękawiczkach tłucze staruszkę po twarzy. Spada wełniana czapka, siwiutka głowa tańczy na kruchej szyi w rytmie uderzeń. Normalnemu widzowi rośnie tętno. Ładna pani wyrywa babuleńce torebkę i wysypuje zawartość na kaflową posadzkę. Został chyba znaleziony kolejny dowód – zielony ogórek. Jeszcze kilka szarpnięć i ciosów, żeby było jasne, że policja jest surowa wobec złodziei.

Bije wyłącznie pani policjantka, może pan policjant nie wziął rękawiczek? Pan tylko przytrzymuje, och, właśnie pchnął staruszkę z powrotem na krzesło; chciała wstać. I zakłada jej czapkę, o jaki dobry pan!

Teraz pora na wielki finał: funkcjonariusze rzucają babinę na ścianę i wykręcone do tyłu ręce skuwają kajdankami. Pan policjant się śmieje. Szeroko, zębami do kamery. Może jawi mu się przezabawnym, że skuta babuleńka ledwie mu sięga do ramienia. Film się kończy, widz zostaje z gorzkim posmakiem w ustach, może ktoś i łzę uroni.

Wiecie, liczyłam na to, że za chwilę w mediach pojawi się dementi, jakiś komunikat, że to fałszywka, że taka interwencja nigdy nie miała miejsca. Bo przecież jeśli ten film jest prawdziwy, to… to…

Gdyby nie monitoring, internet i jakieś szczątkowe sumienie kogoś, kto po dwóch latach ujawnił nagranie, może nie przyszłoby nam do głowy, że zły glina wygląda tak samo zwyczajnie jak ty i ja. I ta zwyczajna osoba przestaje przestrzegać ludzkich norm, ponieważ otrzymała władzę zbyt wielką, a nadzór zbyt mały. Nie ma co jojczyć nad naturą ludzką, bo szkoda czasu. Trzeba wyposażyć policję w obowiązkowe rejestratory. Złym glinom zastąpią one sumienie. Dobrym zaś w niczym nie przeszkodzą. Na koniec życzę pani Bronisławie sowitego odszkodowania za doznaną krzywdę, żeby już nie musiała kraść jedzenia w sklepie.

ANNA NOWAKOWSKA  

* Gensek: od tytułu „generalny sekretarz”, tu jako określenie przywódcy rządzącej partii politycznej.

Zdziwój Nowy, 1 sierpnia 2017 r.

Opublikowano Społeczeństwo | Otagowano , , | Skomentuj