Przewlekły stan zapalny Rzeczywistości

- O czym tym razem? – zagadnął mnie mąż, zerkając na ekran laptopa. – O wiośnie, oczywiście – wymamrotałam, próbując nadać postmodernistyczny sznyt słowu „żuraw”: rzóraf, czy jeszcze odważniej?

– No nie – obruszył się mąż. – Czy jesteś AŻ TAK oderwana od rzeczywistości? A Tusk? A Szydło? A Unia Europejska? A to, co Korwin-Mikke powiedział Angolom na temat mniejszej inteligencji kobiet… i tak dalej? Nie masz ochoty się do tego odnieść?

Na tym zakończył tę nabrzmiałą pretensjami reprymendę. No cóż, ja go rozumiem i wybaczam mu. Spędził nieborak ponad miesiąc w szpitalu, zamiast do internetu podłączony do kroplówek. Szpitalna rzeczywistość ma taką własność, że wydaje się złym snem. Po takim doświadczeniu łatwo o pomyłkę co do prawdziwej natury rzeczy. Przerwałam na chwilę pisanie, żeby wyjaśnić, iż to, co wypełza z internetu, niekoniecznie można zaliczyć do bytów realnych. Ale tylko wzruszył ramionami. Co zaś do samej Rzeczywistości, nasza dyskusja była jej doskonale obojętna. Rzeczywistość rytmicznie przędła swoją tkaninę tuż przed naszymi nosami, nie oczekując ani oklasków, ani komentarza.

Wrzaski żurawi, głoszących zwycięstwo plusów nad minusami. Bujne kępy przebiśniegów pod ścianami domu. Cztery sarny i jeden koziołek na łące. Dwa koty na parapecie okna. To właśnie ona. Rzeczywistość. Rzeczywistość to nowe wyniki badań mojego męża, które pokazują poprawę zdrowia (dzięki wspólnym wysiłkom dobrego Boga i dr Beaty Rzewnickiej z interny w przasnyskim szpitalu). To jest to, co na mnie patrzy z bliska. To, na co ja patrzę, dotykam i smakuję. Moja powszednia guma do żucia, moja codzienność, błogosławiona, własna i oswojona. Nie oddam jej za żadne skarby czy zaszczyty. Nic, co dzieje się w Brukseli, nie może się równać pod względem znaczenia z tym, na co patrzę przez okno. O wiele ważniejsze od wieści z Warszawy jest to, co wydarza się w Chorzelach, i to, co się tam nie wydarza. Na przykład to, że w miasteczku nadal stoją drzewa. Mimo że cała Polska rżnie, piłuje i masakruje. Brawa dla Chorzel!

Ten mój pozorny eskapizm ma swoje granice. Nie jestem aż tak wylogowana, by nie dostrzegać skutków prowadzenia niedozwolonych operacji na Rzeczywistości. Bruksela, Warszawa, Waszyngton, Moskwa. Syndykaty Obłąkanych rzucają wyzwanie Rzeczywistości pod każdą szerokością geograficzną. Pozwolę sobie pożyczyć od Kaczyńskiego zgrabną frazę: „elementy animalne”. Elementy owe charakteryzują się napędem (oprogramowaniem) zwierzęcym – silne przywództwo, hierarchiczność, pierwszeństwo dziobania, agresja wobec osobników słabszych oraz odmiennych, podstęp i kamuflaż, zastraszanie przeciwnika. To jest właśnie animalność. I ta animalność powoduje skażenie Rzeczywistości, jak kolonia zjadliwych bakcyli zasiedlająca płuca gruźlika po to jedynie, żeby je zniszczyć. Więc przyjmijcie do wiadomości, że ja wiem, iż element animalny pogrupowany we frakcje niszczy mój świat, ale nie mogę go powstrzymać, bo to jest, użyjmy metafory, superbakteria. Zrobiłyśmy z moją przyjaciółką Epifanią taki test wysiłkowy, burzę dwóch mózgów w poszukiwaniu obszaru Rzeczywistości nieskażonego animalnością. I zgadnijcie, co znalazłyśmy? Nic. NIC.

Element animalny zasiedla całą Rzeczywistość, powodując jej ciężki stan zapalny, grożący rychłym zawałem Wszystkiego. Brzmi do dupy, prawda? Nawet zwierzętom, które przecież są beztrosko animalne z definicji, grozi niebezpieczeństwo ze strony animalnych elementów ludzkich. Już nie wystarczy im strzelanie do żubrów (rzóbruf), tango Szyszki z bażantami, pokoty lisów i inne brewerie animalne. Teraz wzięto się za zwierzęta hodowlane i domowe. Należało im pokazać, kto jest u władzy. Ukazem odgórnym wprowadzono zasadę (zasady to polska specjalność), że nie wolno zwierzętom prowadzić życia towarzyskiego w chlewach i oborach. Mój sąsiad ma kilkanaście krów i psa imieniem Kajtek. I teraz, jeśli ten Kajtek do obory wtargnie zuchwale, to zostanie mu wymierzona kara. Sąsiadowi, rzecz jasna, nie psu. Psy są przecież pod prawną ochroną przed okrucieństwem. Intencje ustawodawcy były szlachetne i mądre, chodziło o higienę i zdrowotne bezpieczeństwo zwierząt. Ale, jak to zwykle bywa, urzędnicy zapomnieli zaznaczyć, kogo ten zapis obejmuje. Więc obejmuje wszystkich. Moje koty też.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy,  14 marca 2017 r.

Informacje o Tygodnik Ciechanowski

Tygodnik regionalny ukazujący się od 1979 r. na północnym Mazowszu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Społeczeństwo i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>