Nikt się nie dziwił

Wydarzyła się dziwna rzecz, a nikt z obecnych się nie zdziwił. Może dlatego, przez ten brak reakcji, rzecz owa nie daje mi spokoju i ciągle o tym myślę. Zupełnie jakby całe to, z pozoru banalne zdarzenie domagało się jakiegoś uogólnienia, podsumowania i umieszczenia w odpowiedniej kategorii. Postanowiłam ustąpić przed tym wewnętrznym impulsem i zamienić swoją przygodę w opowieść. To nie jest tak naprawdę moja przygoda. Byłam zaledwie milczącym świadkiem, zdziwionym i zbulwersowanym. A inni świadkowie dziwili się, że ja się dziwię i powtarzali: „przecież to tak wszędzie jest i będzie”. Ośmielam się niniejszym poddać w wątpliwość tę tępą wiarę, że jeśli coś „wszędzie jest”, to znaczy, że jest normalne i należy się z tym pogodzić.

Moja przyjaciółka Epifania cierpi. Doznała poważnej kontuzji i zmaga się z bólem, który nie daje się uśmierzyć. Postanawia więc zdyskontować czterdzieści lat płacenia ubezpieczenia zdrowotnego w ZUS i znaleźć fachową pomoc. Na tę pomoc musi poczekać pół roku, bo jest kolejka. Chyba że zapłaci, to wtedy kolejka znika. Pyk! Nie ma kolejki, należy się sto złotych, zapraszamy serdecznie. Gdy ktoś naprawdę cierpi, chwyta się każdej szansy i za kieszeń się nie trzyma. No ale. Jeszcze trzeba mieć skierowanie, wszędzie trzeba zanieść w zębach skierowanie od lekarza podstawowej opieki. (Nie mam pojęcia, po co komu ta obłąkana biurokracja. Nawet do okulisty nie można się zapisać bez skierowania, chociaż prawie każdy ma oczy i prawo, żeby je zbadać. Nie rozumiem po cholerę te utrudnienia w dostępie do specjalistów). Więc bierze moja Epifania wymagane skierowanie i jedziemy do miasta pełne nadziei, że jej ból chociaż odrobinę się zmniejszy. Ale gdzie tam! Okazuje się, że skierowanie zostało źle wypisane. Nieprecyzyjnie. Bez wskazania rodzaju zabiegu i części ciała, na której ma zostać przeprowadzony. Następne podejście możliwe za tydzień, bo tak działa system czy coś tam. Jak kogoś boli w dzień i boli w nocy, to tydzień robi różnicę, więc wracamy smutne. Przez nadmiar empatii mnie też zaczyna wszystko boleć; stękanie zastępuje nam rozmowę. Najważniejsze to wrócić do lekarza, który wypisywał skierowanie. Nic prostszego? Ja też tak sądziłam – wchodzi się do gabinetu, przedstawia sprawę i pan doktor czyni wysiłki, żeby pomóc. Przynajmniej takie mam doświadczenia ze „swoim” lekarzem rodzinnym. Ale gdzie tam, ludzie! Co lekarz, to obyczaj. Kilka dni później w przychodni przez uchylone drzwi gabinetu słyszę, jak z lekarza uchodzi całe dobre wychowanie, a frustracja wylewa się na obolałą Epifanię. Dlaczego? A skąd ja mam to wiedzieć? Nie znam tego doktora, jest u nas od niedawna. Przyszła nie w porę? O jeden raz za dużo? Zbyt zdrowo albo zbyt choro wyglądała? Pan doktor źle spał?

Kogo to obchodzi? Słuchałam w zdumieniu, czekając, aż moja mądra i oczytana przyjaciółka przerwie ten spektakl i wykrzyknie coś w rodzaju: „czy pan na głowę upadł, żeby mówić do mnie w ten sposób?”. Miałam nadzieję, że powie stanowczym głosem: „przecież to przez pana niedbalstwo jestem zmuszona tu być”, ale ona stała tam jak cielę i tylko twarz jej się mieniła różnymi odcieniami czerwieni, gdy próbowała powstrzymać płacz. Wysłuchała reprymendy tak potulnie, jakby całe życie nic nie robiła, tylko dawała się opierniczać, ochrzaniać, odsyłać i poniewierać. A później… później bolało ją serce. I wszyscy ją pocieszali: „pani się nie przejmuje, tak jest i inaczej nie będzie”. Gdy zapytałam, dlaczego na to pozwoliła, wszyscy spojrzeli na mnie z niechęcią. Jakbym się wyrwała z czymś niestosownym. Czyli jak zwykle.

Postawię pewną tezę, by oprzeć na niej podsumowanie tej opowieści. Oto ona: Świat nasz cierpi na głęboki deficyt życzliwości.

Mamy nas uczyły, że mądry ustępuje głupiemu, a dobrze wychowany nie wchodzi w przepychanki z chamem. No i ustępujemy posłusznie, wierząc, że tak należy postępować. Z jakim skutkiem? Ano z takim, że ustępując, oddajemy całą przestrzeń głupcom i chamom. Ustępowanie chamowi jest bezpieczniejsze (i moralnie subtelniejsze) od konfrontacji, lecz skutkuje jedynie pomnożeniem chamstwa.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy,  31 października 2016 r.

Informacje o Tygodnik Ciechanowski

Tygodnik regionalny ukazujący się od 1979 r. na północnym Mazowszu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Społeczeństwo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nikt się nie dziwił

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>