Exitus*, czyli życie po życiu

Narodziła nam się Czarna Owca z Dwiema Głowami. Przyszła na świat siłami natury w czwartek, w wigilię święta Jana Chrzciciela (którego to świętego, paradoksalnie, niegdyś głowy pozbawiono). Dla tych, którzy będą czytać mój felieton w odległej przyszłości, dodam, że wydarza się to w roku 2016. Dwugłowiec jest płodem wyraźnie przenoszonym – wszak jego matka kokosiła się, stękała i huśtała swym brzemieniem od lat. Omawiane tutaj wydarzenie jest więc tylko finałową fazą porodu: to były z dawna oczekiwane skurcze parte pod postacią referendum. Obyło się bez komplikacji, chociaż obie głowy wystękiwały się jednocześnie z brzucha swej matki, Wielkiej Brytanii. Rodziły się tak hałaśliwie, że słyszano je w całym wolnym świecie. Prawa głowa meczała breeeeexit. Lewa, trochę mniej pobudzona, łkała coś wręcz przeciwnego.

Dwugłowa dzidzia ma wielu ojców; błędem byłoby sądzić, że zmajstrowała go samodzielnie populistyczna, nacjonalistycznie zorientowana brytyjska prawica. A co z ustaleniem ojcostwa wobec imperialistycznie wzdętych brytyjskich elit, żyjących na pograniczu rzeczywistości? Ci wszyscy utytułowani sztywni panowie i jeszcze sztywniejsze panie, żywiący się mikroskopijnymi kanapeczkami ze świeżym ogórkiem, zapijanymi popołudniową herbatką (czy można poważnie traktować nację, która leje mleko do herbaty?). Na deser raczą się mrzonkami o białych sahibach w korkowych hełmach, niosących dzikusom światło brytyjskiej kultury w zamian za wolność. Ponieważ nie są do końca szaleni i wiedzą, że te złote czasy nie wrócą, pragną przynajmniej pokazać środkowy palec prymitywnej kontynentalnej tłuszczy. „Brexit, tak, brexit, będę głosować za wyjściem” – zwierza się w wywiadzie dla polskiej gazety jedna z takich dam. Dlaczego? „Siedziałam cztery godziny u dentysty i tam słyszałam tylko obce języki, nawet wśród personelu. Czyż to nie okropne?”. Tak, paniusiu, to jest okropne. Tylu u was obcych, którzy robią coś ciekawszego niż opróżnianie paniusi nocnika i czyszczenie herbowych sreber. Inny szlachetnie urodzony pan peroruje na łamach portalu dla przygłupów na temat nienaruszalnej, wiecznej i wspaniałej brytyjskości, nie zdając sobie sprawy z tego, że tapla się w rzece, która dawno wyschła. Brodzi więc w tym szlamie, bardzo z siebie zadowolony, zachwalając korzyści z destabilizacji Europy. Serio.

Nie da się pominąć wątku brukselskiego w ustalaniu, skąd w sytym brzuchu Wielkiej Matki Brytanii wziął się ten monster z dwiema głowami. Ta nowa klasa próżniacza, relaksująca tyłki na unijnych stołkach, naprawdę napsuła krwi kochającym święty spokój Angolom. Owe najświętsze unijne dyrektywy psu na budę potrzebne. Pasja organizowania każdej sfery życia obywateli Unii według parametrów narzucanych przez biurokratów, to bardzo toksyczny skutek uboczny wspólnotowej polityki. Będąc w Szkocji, w roku bodaj 2009, szukaliśmy bez powodzenia tych czerwonych, kudłatych krów, żeby zrobić trochę zdjęć. „Gdzie się podziały wasze włochate krowy?” – pytałam napotkanych gospodarzy. I wszyscy zgodnie odpowiadali: „Nie ma i nie będzie. Musieliśmy zlikwidować hodowlę. Przez dyrektywę z Brukseli”. To nie był żart. Bruksela naprawdę wydała zarządzenie, że czerwone włochate bydło nie może przebywać w jednej oborze z czarno-białym. Z powodu za długich rogów i…, a dajcie spokój! Szkoci, którzy umieją liczyć, nie rzucili się stawiać nowych obór. Po prostu zlikwidowali kłopotliwe stada. Zresztą wiecie lepiej ode mnie, ile można spieprzyć przez „poprawianie” działających systemów wedle uknutych za unijnym biurkiem ukazów. Dlatego uważam, że ta biurokracja (pomijam celowo kwestie korupcji) walnie się przyczyniła do spłodzenia brytyjskiej dwugłowej czarnej owcy. To tylko kwestia czasu, żeby te głowy przestały meczeć, a zaczęły na siebie szczekać. Popatrzcie na mapę obrazującą rozkład głosów za i przeciw wyjściu. Cała Szkocja (mimo tych nieszczęsnych krów) pragnie pozostać częścią Unii. Kto miał oczy, ten patrzył, kto miał uszy, ten słuchał. Kto do tego wszystkiego miał odrobinę inteligencji, ten na widok żwawego dwugłowego dzidziusia ani przez sekundę się nie zdziwił. Wprawdzie exitus jest już przesądzony, ale to nie oznacza śmierci Unii. I nawet gdyby inne nacje powtórzyły brytyjskie salto mortale, istnieje dla Unii szansa pośmiertna. Wiem to od amerykańskich naukowców. Oni wiecznie coś odkrywają, czasem nawet coś pożytecznego. Otóż odkryli, że istnieje życie po życiu. Dosłownie. Pewne grupy genów włączają się dopiero po… zejściu śmiertelnym osobnika. Exitus letalis pobudza życie? Doprawdy, nie mam pojęcia, co jeszcze może nam przynieść to zdumiewające odkrycie. Ale od razu pociesza, nieprawdaż?

ANNA NOWAKOWSKA

*Exitus (łac.) – zejście, śmierć, ale także wyjście, finał

Zdziwój Nowy,  28 czerwca 2016 r.

Informacje o Tygodnik Ciechanowski

Tygodnik regionalny ukazujący się od 1979 r. na północnym Mazowszu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Społeczeństwo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Exitus*, czyli życie po życiu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>