Wraca słowo ripostą, choć papużką wyleciało

Na początku – jak to u ludzi – zwykle bywa słowo. Niebezpieczny zwyczaj. Wylatuje słowo wróblem, a wraca ideologią. Wylatuje słowo ptaszkiem, a wraca pogromem. Dlatego, skoro słowo się rzekło, warto wyciągnąć z niego wnioski, zanim powróci jako czyn. [Ale czy na pewno warto? Przecież wszystko jest kwestią perspektywy, z jakiej słuchamy, ta zaś na ogół jest zagłuszana przez jakiś ideologiczny szum. Ideologia zniekształca odbiór i zdarzyć się może, że to, co głupie i niegodziwe, objawi się nam jako mądre i godne.]

Dziś złapię za słowo panią burmistrz miasta i gminy Chorzele. Wylatuje słowo papużką, a wraca ciętą ripostą. Moje to obywatelskie prawo, żeby się czepnąć i nie puszczać, dopóki nie sprawdzę, co władza ma na myśli, gdy mówi to, co myśli. To, że tak niewielu z tego prawa korzysta, czyni je jeszcze bardziej atrakcyjnym. Warto pamiętać, że przelano niemało łez, potu i krwi, żeby każdy obywatel to prawo posiadał. Nawet jeżeli obawia się go używać.

Pani burmistrz Beata Szczepankowska tuż po udzieleniu jej absolutorium rzekła oto do swych radnych: „Dziękuję za ten wspaniały czas, współpraca jest naprawdę bardzo dobra, wiele rzeczy udaje się nam wspólnie zrobić. Czekacie państwo na czas swoich inwestycji, nie walczycie zapalczywie o swój region, a potraficie dokonać wyboru, że coś jest bardziej ważne, a coś mniej. Za cierpliwość, wzajemny szacunek, dobroć i państwa wielkie serca bardzo dziękuję”. (Cytuję za „Tygodnikiem Przasnyskim” numer 22, wytłuszczenie moje).

Taaak… Z wrażenia muszę odchrząknąć, bo jakoś mnie przytkało, a i nieswojo mi się zrobiło na żołądku. Cóż, wobec tego ja już państwu dziękuję, drodzy samorządowcy. Wasz wspaniały czas z panią burmistrz niewiele dla mnie znaczy, choć rozumiem, że miło jest tak sobie tam obradować jak jedna, wielka, zgodna rodzinka. Skoro jednak nie walczycie zapalczywie o regiony, które was do tej walki powołały w dniu wyborów, to proponuję – tak, tak – reformę samorządów. Radykalną, ale i oryginalną, pierwszą w cywilizowanym świecie. Przodującą, dekomunizującą, dekonspirującą. Uwalniającą od przymusu marszczenia czoła, by wyglądało na myślące. Bezkosztową, ultraszybką. Reformę nad wszystkie reformy, raz na zawsze i amen. Oto ona, urzekająca w swej prostocie: Wstańcie z kolan i idźcie do domu. Przy stole obrad posadzimy wycięte z kartonu fantomy i w ten sposób dodatkowo oszczędzimy na słonych paluszkach.

Rozsądniej będzie przeznaczyć wasze diety na jakieś pincet plus. Może dajmy parę groszy biednym staruszkom, skoro ubogie dzieciaczki już dostają swoje. Albo zbudujmy za zaoszczędzone pieniądze place zabaw dla seniorów, żeby sobie pofikali na huśtawkach, zanim na amen fikną ze zgryzoty. Po co ta obłuda, ta proteza samorządu, jeżeli o nic nie walczycie, o nic się dla swych wyborców nie staracie, potulnie potakujecie, a na koniec wręczacie władzy kwiaty? Do wręczania bukietów nie potrzeba samorządów, wystarczą ładne małe dziewczynki w kurpiowskich strojach, albo chłopcy przebrani za strażaków. A po kiego całe to zawracanie dupy z wyborami, które przecież też sporo kosztują? Czy nie bardziej się opłaci posłać kurierem naszej pani jeszcze większy bukiet, co miesiąc… Nie, co tydzień! Na przykład w każdy poniedziałek, żeby władza miała jeszcze wspanialszy czas? I dołożyć czekoladki. Nie lepiej? Nie higieniczniej? Hipokryzja szkodzi na nerki, więc pozbywając się zbiorowej halucynacji bylibyśmy zdrowsi.

Natknęłam się przypadkiem na wójta jednej z sąsiednich gmin. Chwytam więc okazję i pytam przenikliwie: – Drogi panie, czy u pana radni walczą zapalczywie o swoje małe regiony, czy nie walczą? On mi na to, gorzko wzdychając: „Oj, walczą, jeszcze jak walczą. Ale przecież od tego są”. No, nie wierzę! Przecież to ledwie ciut za miedzą, a takie dzikie obyczaje! Niesłychane to rzeczy, żeby się z władzą nie zgadzać, prawda?

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 6 czerwca 2017 r.

Opublikowano Społeczeństwo | Otagowano , , | Skomentuj