Kiedyś będzie nam wstyd

Upalne przedpołudnie w miasteczku Chorzele. Kto nie musi, ten się nie pcha w taką pogodę do miasta. Ja muszę. Nie na długo, zaledwie na chwilę, ale to wystarczy, żeby poczuć się źle. Zaskrzeczała rzeczywistość głupia i okrutna i zaraz zrobiło mi się zimniej.

Stałyśmy z sąsiadką, gawędząc w plamie cienia rzucanego przez to, co się kiedyś nazywało Zielony Market, a teraz się nazywa inaczej. Ciekawa sprawa z tymi zmianami nazw. Wiele sklepów sieciowych to robi i nie mogłam zgadnąć, po jaką cholerę. Ale moja sąsiadka jest księgową i od razu mi wyjaśniła. Oni zmieniają nazwę, powiada, żeby – już jako nowa firma – znowu mieć jakieś tam przywileje finansowe. Phi! A jeśli ja zmienię od czasu do czasu imię i nazwisko, to też będę mogła korzystać? Będę udawać, że ja to nie ja, tylko całkiem nowa ja i będę miała (na przykład co siedem lat) zupełnie nowy start? Od razu mi przemknęło przez głowę, że człowiek to bardzo cwane zwierzę i taki lis (w porównaniu z nami) to cienki Bolek. Boluś cieniutki. Pewnie są takie zwierzęta, które zmieniają swój wygląd dla korzyści, ale zmienić tożsamość to znacznie więcej niż potrafi byle kameleon. A człowiek potrafi i nikt się nie dziwi, tylko jak zwykle ja.

Stoimy więc w tym cieniu rzucanym przez Niezielony Niemarket i plotkujemy o pogodzie, bo jak wiecie pogoda nigdy nie jest w sam raz. Jest albo za zimno, albo za ciepło, albo za sucho, albo za mokro. Tylko nigdy w sam raz. Nagle obie umilkłyśmy, zamknąwszy szczelnie usta, żeby przestać oddychać. Oddech nam bowiem zaparła fala potwornego smrodu. Wybuchła oczyszczalnia ścieków, pomyślałam lękliwie. Nie dała rady i pękła – pufff!

- Fuj – wycharczała sąsiadka, zaciskając nos i na wszelki wypadek, całkiem rozsądnie, zamykając oczy.

– Śfynie jado! – rzucił jakiś pan i czym prędzej zamknął się w swoim aucie.

Miał rację. Potężna ciężarówa z dwiema przyczepami zdążyła już minąć rondo, ale smród się dopiero rozkręcał. Zupełnie jak z ponaddźwiękowymi samolotami – najpierw leci myśliwiec, a po chwili za nim ciągnie się ryk silników. Tu miałam do czynienia z analogicznym zjawiskiem: Za ponadsmrodną ciężarówką wlókł się fetor nie do opisania (chyba że za pomocą naprawdę brzydkich słów).

W ten uroczy majowy dzionek świnie jechały w swą ostatnią podróż, upodlone tak, jak tylko człowiek potrafi upodlić inne stworzenie (w tym także swego bliźniego). Stłoczone, kwiczące przeraźliwie, utytłane w gnoju.

To są inteligentne, czyste z natury, troskliwe i kochające zwierzęta, o ile nie trafią w ręce człowieka. Bo w „fabrykach mięsa” to tylko żałosne, agresywne, kwiczące stworzenia. Brudne, ponieważ żyją we własnych odchodach. To są przyszłe schabowe, szynki i inne smakołyki.

Czy wiecie, że one mają sny? Oczywiście nie na talerzu, lecz wcześniej. Żywe świnki śnią, chociaż zapewne są to koszmary. Większość zwierząt ma marzenia senne. Czy coś nam to mówi o ich emocjonalnym życiu? A jeśli nawet, to czy nas to w ogóle obchodzi?

Wiecie, co jest naprawdę zabawne? Mogło być przecież odwrotnie. Drobna mutacja, jakiś z pozoru niewiele znaczący incydent w toku ewolucji i mogłoby być na opak. To my jechalibyśmy stłoczeni, upaskudzeni we własnym gównie, z przeznaczeniem na wyroby garmażeryjne dla mięsożernych świń. Zapełnioną ludźmi ciężarówką kierowałaby świnia w kraciastej koszuli, gadająca przez telefon komórkowy w czasie jazdy, chociaż przecież nie wolno. A dwie inne świnie stałyby sobie w plamie cienia, gadałyby o pogodzie, że zawsze nie taka jak trzeba, i zamilkłyby nagle, bo smród. – „Fuj”, prychnęłaby jedna z nich, a druga mogłaby powiedzieć: „spokojnie, to tylko ludzie jadą, to oni tak śmierdzą, brudasy”.

Jestem pewna, że nadejdą lepsze czasy, mądrzejsze czasy i wtedy ludzie zaczną się wstydzić tego, co dziś robimy zwierzętom. Od kurcząt poczynając, poprzez trzodę, bydło i konie aż po naczelne, ofiary okrutnych i bezsensownych eksperymentów. Będziemy się tego wstydzić tak samo, jak dziś światli ludzie wstydzą się rasizmu, niewolnictwa i prześladowań religijnych. Daleka droga, naprawdę daleka. Ale – wbrew pozorom – jest nas coraz więcej, obdarzonych/pokaranych empatią międzygatunkową. Tam, gdzie inni widzą biznes, ja widzę barbarzyństwo. I nie jem stworzeń, które są zdolne śnić. I płakać.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 23 maja 2017 r.

Opublikowano Społeczeństwo | Otagowano , , , , | Skomentuj