Kryptonim Panda

„Ciemność nie może wypędzić ciemności. Tylko światło może to zrobić.”

Martin Luther King

Miałam sen. Męczący i obfitujący w znaki, mroczny, poszarpany w odcinki niczym serial. Zaczęło się od wizyty w urzędzie. Tłusta pani siedziała przy biurku i przerzucała spinacze.

– Proszę mi powiedzieć, gdzie są moje koty – zażądałam.

– W klatkach, a gdzie mają być – mruknęła pani, coraz energiczniej mieszając paluchami w metalowych spinaczach. (Ten dźwięk stawał się naprawdę irytujący).

– Wobec tego proszę mi natychmiast wskazać, gdzie te klatki – warknęłam. – Bo jak mi nie oddacie kotów, to ja sprawę tak nagłośnię, że wszyscy będą miauczeć na pani widok!

Urzędniczka westchnęła aż się zatrzęsły w oknach rolety, wydobyła z kupy spinaczy serię ohydnych grzechotów i rzekła, niemal ust nie otwierając:

- Najpierw musi obywatelka uwierzyć w…

W tym miejscu mój sen został przerwany. Grzechoty i westchnienia wciąż docierały do mych uszu, ale ich natura okazała się odmienna. To nie spinacze w pulchnej dłoni złowrogiej pani, to mój domowy kot pożerał chrupki z miseczki.

Drugi odcinek snu też rozgrywał się w urzędzie. Ta sama grubaska podsunęła mi do podpisu papier zapisany tak drobnym drukiem, że czytać by go trzeba pod mikroskopem.

– Tu podpis – wskazała puste miejsce, używając wyprostowanego spinacza, którym przed chwilą dłubała w zębie.

– Fuj! – zgorszyłam się. – Nie mogę tego odczytać!

– Bo to nie jest do czytania, tylko do zaufania w intencje. One dobre są – zgromiła mnie tłusta pani.

Teraz przyszło najgorsze: urzędniczka uniosła się w powietrze i bujając pod sufitem jak balon, jęła śpiewać „Ave Maria”. Obudziłam się przerażona. (Kot miaucząc domagał się wypuszczenia na zewnątrz).

Trzecia i zarazem finałowa odsłona przeniosła mnie do ogromnej hali, w sam środek zgromadzenia.

– Gdzie ja jestem? – zapytałam pierwszej osoby po lewej, a była to Beata (w snach wie się różne rzeczy, można znać czyjeś imię, prawda?).

– Dokonało się – oznajmiła Beata i uśmiechnęła się jak anioł, wskazując ogromny napis, który wyświetlał się w powietrzu, gorejąc. Zgromadzony tłum głośno odczytywał słowa, skandując: Naszą ojczyzną wielka i silna Mega Lomania. Godłem naszym święty paw i błogosławiona papuga.

Rozumiecie coś z tego? Jest tam jakiś psychiatra? Na pomoc!Tak, tej nocy naprawdę się zmęczyłam. A jasny dzionek wcale nie przyniósł ukojenia. Przeciwnie, wszystko stało się jeszcze bardziej odjechane w stronę szaleństwa. To się dało zauważyć już przy pierwszym okrążeniu.

- PiS zbuduje największy port lotniczy na świecie – poinformował mnie mąż, chociaż prosiłam, żeby o poranku traktował mnie łagodnie. – Będzie obsługiwał ten port, uważaj… syto osiemydziesiond milijooonów pasażerów rooocznie – wrzasnął.

Rzekłam, że jest niemądry, bo partie polityczne nie budują lotnisk ani kosmodromów, nie stawiają wieżowców, bo byłby to absurd i obraza Rozumu. A on tylko wzruszył ramionami. Że niby normalka. Więc zaczęłam z innej beczki, z mocniejszej beczki, tej z dziegciem i smołą:

- Skąd oni wezmą te sto osiemdziesiąt milionów pasażerów? Rocznie? Wprowadzą obowiązek wielokrotnego latania dla obywateli? Poza tym pomyśl o tych pasażerach z całego świata. Przecież wśród nich, to statystycznie uzasadniona teza, będą latać geje, lesbijki, małżeństwa jednopłciowe, genderyści, dzieci z in vitro, transseksualiści, ateiści, innowiercy, ekskomuniści lub komuniści praktykujący, potomkowie dziadów z Wehrmachtu, postmodernistyczni pisarze lub, co gorsza, pisarki. No i, Boże dopomóż, lewacy! Lewacy nam się zalęgną w naszej Mega Lomanii. Zleci się ten element i co my zrobimy? Wpuścimy? Na takim lotnisku trzeba będzie ulokować triage: partyjne komórki preselekcji, selekcji i selekcji ostatecznej.

Tyle przed nami problemów do rozwiązania. Nie popadajmy jednak w pesymizm, bo, jako rzekła nawrócona Magdalena O., Jarosław Kaczyński wielkim strategiem jest, i już kto jak kto, ale on coś wymyśli. Tak jak wymyślił strategię Panda. Nikomu nie mówcie, że ja tu zdradzam tajniki wielkiego psychooscylatora finansowego, bo mi za karę zabiorą koty, jak w tym śnie, co wam opowiedziałam na wstępie. Pod kryptonimem Panda (pan da i pan zabierze) kryje się nowatorski program dawania i zabierania w tym samym czasie. Przykład? Pan da niższy wiek emerytalny, pan zabierze składki emerytalne tym, którzy nie doskoczą do poprzeczki ustawionej na 15 lat etatu. No, po prostu weźmie sobie te nasze składki i już. I co mu zrobisz, co? Pan potrzebuje tej forsy na budowę Mega Lomanii: lotnisk, wieżowców, pomników, świątyń. Pod znakiem pawia i papugi.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy,  21 marca 2017 r.

Opublikowano Społeczeństwo | Otagowano , , , | Skomentuj